 "Śródmieście? Tak, tylko na miarę jakiego miasta..." W ten sposób mój znajomy z Trójmiasta podsumował swój spacer po centrum Gliwic. Prawdę powiedziawszy, na początku zaperzyłam się trochę słysząc w jego głosie rezygnację zabarwioną nutką melancholii i zniesmaczenia. Po chwili zastanowienia, doszłam jednak do wniosku, że nie jest to opinia zupełnie pozbawiona racji. |
Poza ładną starówką i stosunkowo dobrze utrzymaną ulicą Zwycięstwa (obecnie trafniej winna się nazywać ulicą Zwycięstwa Bankowości Polskiej…), trudno doszukać się choć krzty uroku w Placu Piastów, o tym, co za nim, idąc w kierunku Zabrza, nie wspominając. Cóż my tu mamy- na Placu dwa handlowe blaszaki, nieprzystosowane do potrzeb pasażerów przystanki, zajezdnię prywatnych busów z chodnikiem unurzanym w plamach oleju z tychże, zespół opustoszałych secesyjnych kamienic, ponadto kilka drzewek i (choć tyle!) dwa piękne gazony.
Idziemy dalej- ulica Piwna- i tu jawi nam się betonowa mała pustynia, przypominająca nieco słone jeziora w Utah, świadectwo fiaska władz miasta… Miało być centrum handlowe (no ile można…), a raczej park rozrywki (rzecz jasna płatnej), którego nie ujrzymy raczej przez następne kilkanaście miesięcy. Obok niego, przy ulicy Jagiellońskiej, poza nazwą w niczym prócz etymologii nie przypominającej świetności pierwowzoru, opustoszałą, niegdyś ładną kamienicę, z zabitymi deskami oknami, zamurowanym wejściem i 3 metrową stertą gruzu za nią.
Tak więc smutny to obraz śródmieścia objawił się memu przyjacielowi z Pomorza Gdańskiego… Pytanie tylko, czy i kiedy Gliwiczanie będą znów mogli z dumą i przyjemnością pokazać centrum swego niegdyś uroczego miasta swoim gościom... |