tym jaka jest ich potencjalna wiedza, a tym w jaki sposób to sprzedać i tracą na nieumiejętności pokazania wiedzy. W związku z tym dajemy możliwość zasięgnięcia prostych rad, „abecadła” tego jak sobie poradzić, z tą bardzo trudną sytuacją, ze stresem, jak się do tego przygotować.
O.F.: Nie szkoła powinna zająć się tego rodzaju przygotowaniem uczniów do stresujących egzaminów? M.L.: Myślę, że szkoły same nie zapewniają takiej wiedzy . Z moich obserwacji, doświadczeń i rozmów z uczniami wynika, że sami nauczyciele nie posiadają tej wiedzy, umiejętności jej przekazania. Także na tych wyższych poziomach edukacji jest tak, że mądrzy profesorowie posiadający ogromną wiedzę, mają problemy z jej przekazaniem. I ja mam taką misję, żeby nauczyć ludzi pewności siebie i umiejętności zaprezentowania tego co potrafią. O.F.: Czy „Śląski Salon Maturzysty jest projektem cyklicznym”? M.L.: Tak. Od kilku lat jest akcją ogólnopolską, organizowaną w kilkunastu miastach całej Polski. Natomiast tematy wykładów to indywidualny wybór każdego z organizatorów. Z naszej inicjatywy tj. Wyższej Szkoły Bankowości w Poznaniu- Wydział zamiejscowy w Chorzowie wyszła propozycja wykładów o sztuce wystąpień publicznych i jak widać po frekwencji była trafionym pomysłem. O.F.: Można wysłuchać Pani wykładów na jakiejś uczelni, w ośrodku kulturowym? M.L.: Ja się śmieję, że jestem taką „kobietą pracującą” i żadnej pracy się nie boję. Jestem związana z kilkoma uczelniami na terenie Katowic. Wywodzę się z Akademii Ekonomicznej w Katowicach, ale tam już nie pracuję na dzień dzisiejszy, współpracuję z Wyższą Szkołą Handlową i Wyższą Szkołą Bankową, którą tutaj reprezentuję. Jestem takim wolnym strzelcem. Gdyby jakaś firma, szkoła chciała skorzystać z mojej wiedzy chętnie się nią podzielę. O.F.: Teraz to co interesuje każdego maturzystę. Jak opanować stres w chwilę przed wystąpieniem(MATUR? USTN?), gdy emocje już sięgają
M.L.: Ważny jest dialog wewnętrzny. A nie gadać z tymi spanikowanymi, nie patrzeć dookoła! Chyba, że są to ludzie, którzy potrafią roztoczyć dobrą atmosferę, mówią „tak! Pewnie, że ?le być nie może, tyle się nauczyliśmy”..tam przystańmy, bo emocje są zara?liwe! Gdy dojdzie do tego zupełnego, skrajnego stresu. Wejdziemy na salę, opanuje nas strach, w oczach się zrobi zielono, w głowie pustka, dochodzi wręcz do omdlenia, to ja nie znam takiego przypadku, że nie można na końcu kolejki spróbować jeszcze raz! Ale naprawdę takich katastrof nie zdarza się wiele. Zdarzają się częściej na pisemnych egzaminach, ale jak już ten zdamy to stres, emocje nieco opadają. O.F.: Przenieśmy się nieco pó?niej w czasie. Nasz PIERWSZY ROK na studiach. Nieodważnie wchodzimy na uczelnię, towarzyszy nam” kompleks pierwszaka”. Jak wyzbyć się tego i ze stuprocentową pewnością, determinacją do działania wejść w nowe towarzystwo? M.L.: Trzeba robić swoje. Ten syndrom nowego i tak będzie. Ważne żeby się nie ośmieszyć nadmierną chęcią wybicia się. To pierwsze wrażenie , które robimy na ludziach ma nieocenione znaczenie i nieraz wieloletnie konsekwencje. Dobre wrażenie robi się będąc osobą profesjonalną, ale spokojną. My lubimy ludzi spokojnych . Natomiast ktoś, kto chce od razu błyszczeć jak gwiazda.. no jak długo można błyszczeć jak gwiazda, zawsze się gaśnie. Lepiej rozniecić te umiejętności spokojnie. Pracować spokojnie na swój sukces i na pewno się uda.
O.F.: Przechodzimy w kolejny etap naszego życia- PRACA. Jak można wykrzesać z siebie „bycie sobą” na tak specyficznym polu. Gdzie z góry narzucone nam są schematy zachowania, ubioru. Gdzie miejsce na naszą osobowość? M.L.: Kompromis! Szef tutaj ma pole do popisu. Działa zasada „Szef ma zawsze rację, a gdy jej nie ma- patrz punkt pierwszy. Jest dylemat czy podporządkować się swojemu przełożonemu, a jak bardzo mogę zostać sobą. Są takie obszary gdzie nasi przełożeni mogą ingerować np. w biurze, urzędzie jest wymóg co do stroju, czego nie przeskoczymy. Jeśli są jakieś zasady savoir vivre – z kim mogę przejść na „Ty”, z kim nie, może szef ode mnie tego wymagać, ale nie wyzbędę się różnych cech, bo to jest sedno mojej osoby! Może wkraczać dopiero w sferę wykonywania rzetelnie moich obowiązków w pracy, a bliżej na pewno już nie. A gdy staje się mimo wszystko to dla nas problemem, to trzeba się zastanowić czy się jest człowiekiem na właściwym miejscu. Czy to jest ta praca, którą chcemy wykonywać w przyszłości. Ktoś z osobowością choleryka nigdy nie będzie dobrym fakturzystą, a ktoś z osobowością flegmatyka nigdy nie będzie dobrym prezenterem w telewizji komercyjnej.
O.F.: Jak okiełznać gestykulację podczas wystąpień publicznych, ponieważ jest to destrukcyjne dla odbiorcy jak i dla mówcy, bo niejednokrotnie jest to wynikiem stresu. Są jakieś sztuczki z „abecadła autoprezentacji”?
M.L.: Po pierwsze-nie jest dobrym sposobem o tym myśleć, bo się zawali. Dobrze jest wziąć cos do ręki, co jednak jest nieco niebezpieczne! Długopis- zaczynamy nim strzelać, kartka- zaczynamy nią szeleścić, chowamy się za nią. Blat stołu jest optymalnym wyjściem, gdzie ręce znajdą odpoczynek. Ja zawsze mówię, że najlepiej wyglądają ręce, które naturalnie leżą, opuszczone w dół, a wszelkie gesty powinny być wsparciem dla tego co mówimy, a nie odgromnikiem stresu. Tego się można nauczyć, kontroli nad własnym ciałem. Przy piątym wystąpieniu już będzie lepiej, tutaj dochodzi doświadczenie zdecydowanie, które jest panaceum na wszystkie problemy. O.F.: Już wiemy jak sterować głosem, gestem, a jak przygotować się do takiego wystąpienia żeby nie pogubić się w informacjach, które mamy do przekazania. Na maturze mamy tylko, lub aż 15 minut. Co zrobić aby nie przedobrzyć albo nie mieć nic do powiedzenia po 10 minutach? M.L.: Przede wszystkim trzeba sobie określić cel jasno, co jest najistotniejsze, co muszę przekazać. Ja zawsze powtarzam swoim studentom, że mniej znaczy więcej. Czasem podczas krótkiej prezentacji chcemy przekazać ogrom informacji, co jest niemożliwe. Czasami 3 dobre informacje, czy to odniesienie się do trzech dzieł literackich, trzech obrazów, wierszy, jest lepsze niż do 300 byle jakich. Należy rzetelnie się przygotować. Bo co gdy np. projektor się zepsuje. Kończymy prezentację? Nie! Kontynuujemy, więc nie możemy opierać wiedzy na rzeczach martwych. Jak sama nazwa wskazuje są to pomoce naukowe. Pomoce, a nie mój rozum, moja wiedza. Pamiętajmy o podstawach. Podczas każdego wystąpienia ma być wstęp rozwinięcie, zakończenie. Nie możemy uciec przed tymi zasadami. Mam nadzieję, że te kilka rad pomoże wam w bezstresowym przejściu przez najważniejsze etapy waszego życia. Trzymam kciuki za maturzystów, powodzenia! |