Dzielnica ta rozciąga się pomiędzy ulicami Kosmonautów, Zygmuntowską, Przyszowską i Wolności. Nasz spacer rozpoczynamy na przystanku PKM przy ulicy Przyszowskiej, nieopodal kościoła pw. św. Anny. Po kilku krokach wzdłuż ulicy Zygmuntowskiej dochodzimy do skrzyżowania z ulicą 22 lipca. Ulica nie jest zbyt długa, po obu jej stronach stoi kilka ładnie odmalowanych bloków, przed blokami trawniki i place zabaw.
22 lipca to zdecydowanie najsłynniejsza data PRLu. Jej historia zaczęła się już w 1944 roku, gdy został ogłoszony Manifest PKWN, zwany też "manifestem lipcowym". Jego oficjalnymi autorami byli członkowie Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, który miał zawiązać się w Chełmie. Był to samozwańczy, tymczasowy organ władzy wykonawczej powstały w rzeczywistości w Moskwie z inicjatywy Józefa Stalina. W jego skład wchodzili przedstawiciele Związku Patriotów Polskich, Robotniczej Partii Polskich Socjalistów, Stronnictwa Ludowego, Stronnictwa Demokratycznego oraz Polskiej Partii Robotniczej. Przewodniczącym PKWN został Edward Osóbka-Morawski, a jego zastępcami Wanda Wasilewska i Andrzej Witos. Sam manifest również powstał w Moskwie. Wzywał on do walki z okupantem i ukarania zbrodniarzy hitlerowskich, delegalizował rząd w Londynie, a także przedstawiał po krótce program polityczny PKWN: utworzenie Milicji Obywatelskiej, nacjonalizację ziemi i przemysłu, bezpłatne szkolnictwo, repatriację Polaków pozostających poza granicami kraju.
22 lipca przez następnych 45 lat był datą najważniejszego święta państwowego. Narodowe święto Odrodzenia Polski zostało oficjalnie uchwalone rok pó?niej i miało zastąpić Narodowe święto Niepodległości, które przed wojną (jak również dzisiaj) przypadało na 11 listopada. Obchodzenie tego święta przez lata stanowiło pretekst do oddawania kolejnych wielkich inwestycji, stanowiących kamienie milowe w rozwoju Polski Ludowej. Z każdym kolejnym rokiem i z każdym odsłonięciem ranga święta, jak również jego legenda rosła. 22 lipca w 1949 roku oddano w Warszawie do użytku trasę W-Z, w 1952 roku uchwalono konstytucję, która między innymi oficjalnie wprowadzała do użytku nazwę Polska Rzeczpospolita Ludowa, a także likwidowała urząd prezydenta, który przez kilka poprzednich lat piastował Bolesław Bierut (w jego miejsce pojawiała się Rada Państwa). W 1954 roku uruchomiono kombinat metalurgiczny w Nowej Hucie, rok pó?niej otwarto Pałac Kultury i Nauki, a w jeszcze następnym roku - Stadion śląski w Chorzowie (w pierwszym meczu na nowym stadionie Polska przegrała z NRD 0:2), w 1973 roku uruchomiono produkcję Fiata 126p, a w następnym roku otwarto w Warszawie Trasę Łazienkowską. Również 22 lipca 1983 roku został zniesiony stan wojenny.
Wracamy na trasę naszego spaceru. Po kilkudziesięciu metrach dochodzimy do ulicy 15 grudnia. W zasadzie nie jest to jedna ulica, ale cała siatka małych uliczek wplecionych pomiędzy kilka niewysokich bloków. 15 grudnia to przede wszystkim data utworzenia w 1948 roku Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W roku 1981, data ta zapisała się jako dzień, w którym ZOMO rozpoczęło krwawą pacyfikację jastrzębskiej kopalni "Manifest Lipcowy" (obecnie "Zofiówka"). Po kilkudziesięciu metrach docieramy wreszcie do ulicy Róży Luksemburg. To kilkaset metrów dwupiętrowych budynków ciągnących się po obu stronach zacienionej drogi.
Róża Luksemburg, z pochodzenia żydówka, była działaczką polskiego i niemieckiego ruchu robotniczego. Urodziła się w 1871 roku w Zamościu, ale w wieku 3 lat przeniosła się razem z rodziną do Warszawy. Wszechstronnie wykształcona (między innymi doktorat z ekonomii) działała w kilku polskich partiach robotniczych. W 1889 roku wyjechała do Niemiec, gdzie przyjęła obywatelstwo i działała w Socjalistycznej Partii Niemiec (SPD). Przez wiele lat zaciekle krytykowała działania polityczne Lenina. W 1914 roku, na znak protestu przeciwko włączeniu się Niemiec do wojny przeciwko Rosji, razem z Karolem Liebknechtem wystąpiła z SPD. Za swoją działalność antypaństwową w tajnym Związku Spartakusa została skazana na wieloletnie więzienie. Po wyjściu na wolność współtworzyła Komunistyczną Partię Niemiec (KPD). W 1919 roku, po udziale w powstaniu robotniczym w Berlinie, została aresztowana wraz z Liebknechtem, a następnie podstępnie stracona bez sądu.
Przedłużeniem ulicy Róży Luksemburg, za skrzyżowaniem z ulicą Partyzantów, jest ulica Henryka Wieniawskiego, której patron wyłamuje się z kanonu przedstawianych tu postaci. Przemykamy więc szybko na jej drugi koniec, gdzie zaczyna się ulica Karola Marksa. Wcześniej zahaczamy jednak jeszcze o biegnącą w pobliżu ulicę Maksyma Gorkiego. Stąpając po nawierzchni z betonowych sześcioboków, mijamy szereg świeżo odmalowanych budynków.
Maksym Gorki urodził się w 1868 roku. Był znakomitym pisarzem rosyjskim. Przyja?nił się z Leninem, ale rewolucję pa?dziernikową przyjął z niechęcią. Od roku 1921 żył na emigracji we Włoszech. Komunistyczne władze przez lata uznawały jego twórczość za modelowy przykład realizmu socjalistycznego i wzorzec do naśladowania. Ostatecznie w 1928 roku udało się skłonić go do powrotu do Rosji, a następnie obwołano bohaterem narodowym. Gorki został przewodniczącym Związku Pisarzy ZSRR, brał udział w wielu akcjach kulturalnych i propagandowych. Władze obsypywały go przywilejami - na jego cześć nazywano miasta, samoloty czy fabryki. Zginął w tajemniczych okolicznościach w 1936 roku.
Karol Marks, urodzony w 1818 roku, był niemieckim ekonomistą i filozofem. Przede wszystkim znany jako twórca marksizmu, do którego, poniekąd wbrew intencjom samego Marksa, nawiązywali pó?niejsi budowniczowie komunizmu w ZSRR. W swoim "Manifeście Komunistycznym" wyraził przekonanie o nieuchronności rewolucji robotniczej, która doprowadzi do powstania socjalizmu, jako ukoronowania historii rozwoju ludzkości. Współtworzył Międzynarodowe Stowarzyszenie Robotników (tzw. I Międzynarodówkę). Zmarł w 1883 roku w Londynie.
Z ulicy Marksa skręcamy w ulicę Wolności, mijamy były Dom Kultury i po niedługim czasie dochodzimy do stacji kolejowej Gliwice Łabędy, gdzie kończymy nasz króciutki spacer.
Łabędy to nie jedyne miejsce, gdzie można odbyć taką "sentymentalną" podróż. Z PRLowskich nazw ulic słynie również osiedle Waryńskiego. Znajdziemy tu między innymi ulice SDKPiL - czyli Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy, organizacji robotniczej dążącej do wybuchu rewolucji, obalenia ustroju kapitalistycznego, likwidacji państw narodowych oraz wprowadzenia rządów proletariatu; Władysława Gomułki - I sekretarz KC PZPR, odpowiedzialny za krwawą pacyfikację robotniczych protestów na wybrzeżu w grudniu 1970 roku; Marcina Kasprzaka - działacz ruchu robotniczego, członek między innymi SPD i SDKPiL, który w trakcie swojego aresztowania zabił kilku interweniujących żandarmów, stracony w 1905 roku; Feliksa Kona - aktywista komunistyczny, członek Tymczasowego Rewolucyjnego Komitetu Polski, zawiązanego w czasie wojny polsko-bolszewickiej w Białymstoku, pó?niej, wraz z uciekającą Armią Czerwoną, wycofał się do ZSRR, gdzie pracował między innymi jako dziennikarz; a także Edwarda Żabińskiego - przywódca konspiracyjnej organizacji Przyjaciół Związku Radzieckiego, zamordowany przez gestapo w 1944 roku.
Po 1989 roku wiele nazw ulic zmieniono. Nie ma już alei Przyja?ni Polsko-Radzieckiej (obecnie al. Przyja?ni), ulicy Ormowców (Krupnicza), Bolesława Bieruta (Nowy świat), Marcelego Nowotki (Daszyńskiego), Klementa Gottwalda (Częstochwska), a nawet 1 maja (Dworcowa/Jana Pawła II) - w sumie przez ostatnich 17 lat zmieniono 28 nazw ulic (niekoniecznie komunistycznych). Tymczasem wiele innych, co najmniej kontrowersyjnych osobistości nadal patronuje naszym ulicom. Niestety, jak pokazuje doświadczenie, wiele osób jest żywotnie zainteresowanych taką sytuacją. Tak było w roku 2002, gdy zrodził się pomysł nadania jednej z ulic imienia kard. Stefana Wyszyńskiego. Pierwotnie przemianowana miała zostać ulica Józefa Wieczorka - kolejnego działacza robotniczego, między innymi współorganizatora Komunistycznej Partii Górnego śląska - lecz nie zgodziła się na to część ówczesnych radnych SLD, którzy skutecznie zablokowali projekt. Ostatecznie, jak wiemy, nazwę kard. Wyszyńskiego nadano neutralnej światopoglądowo ulicy Konstytucji. Myślę, że czas najwyższy zrobić ostatecznie porządek w nazewnictwie niektórych ulic, tym bardziej, że naprawdę znamienitych patronów, czekających dopiero na wyróżnienie, wcale nie brakuje.
Andrzej Wawrzyczek
Przy pisaniu artykułu korzystałem
między innymi z Wikipedii. |