Niedawno odwiedziła mnie przyjaciółka, a w zasadzie dobra znajoma, bo i nieuprzejmością względem przysłowiowych prawdziwych przyjaciół byłoby szafowanie tą godnością. W każdym razie faktem jest, iż odwiedziny miały miejsce. Przybyła, aby oznajmić mi radosną nowinę, prawie, że ewangelię. Mówiła dużo, w zasadzie nieskładnie gubiąc się raz po raz w wywodach traktujących o wszystkim i o innych rzeczach również. Jednak, drogi czytelniku, winien jestem Ci wyjaśnienia, bo rzecz jasna, gdyby na nieskładnych wypowiedziach miało się skończyć, nie śmiałbym nękać Cię moimi skromnymi opowieściami. Już wyjaśniam, a więc problemem z którym przyszła była jej przyszłość. |
Niedawno odwiedziła mnie przyjaciółka, a w zasadzie dobra znajoma, bo i nieuprzejmością względem przysłowiowych prawdziwych przyjaciół byłoby szafowanie tą godnością. W każdym razie faktem jest, iż odwiedziny miały miejsce. Przybyła, aby oznajmić mi radosną nowinę, prawie, że ewangelię. Mówiła dużo, w zasadzie nieskładnie gubiąc się raz po raz w wywodach traktujących o wszystkim i o innych rzeczach również. Jednak, drogi czytelniku, winien jestem Ci wyjaśnienia, bo rzecz jasna, gdyby na nieskładnych wypowiedziach miało się skończyć, nie śmiałbym nękać Cię moimi skromnymi opowieściami. Już wyjaśniam, a więc problemem z którym przyszła była jej przyszłość. To zrozumiałe, zwłaszcza w wieku nastoletnim, że ludzie snują ambitne plany dotyczące ich życia, planują rodzinę, karierę, a nawet kolor wykładziny w salonie. Moja przyjaciółka skupiła się głównie na wolności, tak popularnej wśród młodzieży, nawet jeśli nie do końca rozumianej. Opowiadała o tolerancji, zrozumieniu, o krajach mlekiem i innymi substytutami alkoholu płynącymi oraz o recepcie na szczęście, którą upatrywała we wspomnianej swobodzie. Stała się w tym względzie podobna dziesiątkom swoich rówieśników, którzy również zwykli dawać wiarę dumnie brzmiącym hasłom i sloganom, przyjmując je bez refleksyjnie jako własne. Narodowy populizm znalazł swój najpełniejszy wyraz w kształtowaniu się opinii dotyczącej polskiego prezydenta, czy Jana Pawła II, jednak wyrazistym przykładem jest również tendencja obserwowana wśród młodzieży, według której szczęścia szukają oni właśnie na obczy?nie. Czym się kierują ? Z pewnością pośrednio upatrują poza granicami kraju szansy na zdobycia wykształcenia i rozwoju zawodowego, a bod?cem który skłania ich do opuszczenia rodzinnych stron bywają przede wszystkim perspektywy szybkiego wzbogacenia się i wyjścia na swoje. Zarówno moja znajoma, jak i wielu jej właściwych ludzi żyje przyszłością, jednak bynajmniej nie z powodu romantycznych skłonności, czy marzycielskiego podejścia do świata, lecz z naiwności. Otóż ludzie, którzy nie są usatysfakcjonowani swoim życiem przeważnie zakładają, iż wina leży daleko od nich, a winowajcą bywa każdy oprócz nich samych. W tym momencie rodzi się potrzeba zmiany, osiągnięcia czegoś wielkiego, zostania kimś. I tutaj właśnie następuje zderzenie z klasycznym stereotypem zachodniego dobrobytu. Młodzież pragnie odnale?ć lepszy świat, a ?ródło swoich niepowodzeń i pustki wewnętrznej upatruje w sytuacji społeczno - politycznej w kraju. Wytłumaczyć można to najprościej na przykładzie osła i marchewki wdzięcznie dyndającej przed jego nosem. Podobnie młody człowiek, skazany na poszukiwanie zmienia swoje życie, jednak po czasie orientuje się najczęściej, iż inne miejsca na świecie różnią się, owszem, kulturą, językiem i kilkoma innymi, jednakże codzienność wygląda wszędzie jednakowo. Czy życie każdego z nas nie jest ciągłym oczekiwaniem? Moja znajoma opowiedziała mi, jak dawniej była przekonana, że wraz z pójściem do szkoły zasmakuje prawdziwego życia. Po początkowym zawodzie stwierdziła, iż szczęście znajdzie dopiero, kiedy uzyska większą swobodę i będzie mogła bawić się i urządzać nocne wojaże. Dzisiaj jest przekonana, że prawdziwe szczęście czeka na nią w Ameryce, że właśnie tam spotka wartościowych ludzi, znajdzie interesującą pracę i spełni się na każdej płaszczy?nie. Z jednej strony, co jeśli nie uda się tego zrealizować ? No jak to co, zacznie się oczekiwanie na stabilizacje finansową, pó?niej na rodzinę, a wreszcie na spokojną starość. Z drugiej na pytanie, czy przez kilkanaście lat życia udało się jej poznać swoich własnych sąsiadów ze zmieszaniem spuszcza wzrok i głową zaprzecza. Czy w Ameryce są lepsi ludzie ? Na pewno jest tam wiele wspaniałych osób, z pewnością kraj ten daje wielkie możliwości, jednakże czy nie mamy do czynienia z zachwianiem proporcji i z zboczeniem w hierarchii wartości ? Przyczyny ludzkich niepowodzeń, znudzenia monotonnością każdego dnia można doszukiwać się w rozmaitych sprawach. jednak dlaczegóż by nie spojrzeć krytycznie na siebie samego i zamiast ciągle szukać, stanąć i w chwili refleksyjnej zadumy zastanowić się nie co świat może zrobić dla mnie, ale co ja mogę dać światu. Moja znajoma na pewno to przemyśli, mam nadzieję, że dojdzie do właściwych wniosków i postara się docenić to co posiada na co dzień. A w Ameryce kokosy nie leżą na ulicy...
Zbigniew Rokita |